Może w końcu coś napiszę gdzie teraz chylę czoła przed WSZYSTKIMI blogowymi pisarzami- napisanie "dobrego dnia" trwa nawet do 5 godzin.
Co dziś w temacie? Moja waga w mym 34 tygodniu ciąży ;) powód? wczorajsza wizyta u ginekologa.
Od koło dwóch lat bardzo zwracałam uwagę na to co jem i w jakich ilościach ;) Starałam się przebywać w kręgu ludzi, którzy też w jakiś małym stopniu mieli "kręćka" na tym punkcie. Wieczorne aerobiki, nowe płyty skalpel, killer etc opanowane. Dużym pomocnym plusem w moim przypadku jest "syndrom leniwego jelita" gdzie owsianka, która była ze mną każdego dnia działała jak zaczarowana miotełka. Kiedy odpuszczałam sobie na kilka dni "zdrowy styl życia" jelita buntowały się do tego stopnia, że skręcałam się z bólu, a diagnoza doktorów była jednakowa "Zajdzie Pani w ciąże wszystko przejdzie" Ja w ciąże? O nie! Ja mam dopiero 23 lat całe życie przed sobą i zero instynktu tego no... macierzyńskiego.
I stało się ... :) W marcu dowiedzieliśmy się z moim mężczyzną, że zostaniemy rodzicami. Nie podeszłam do tego z myślą "ach czym chata bogata" tylko ze spokojem i opanowaniem bo w końcu to co nadrobię w kg będę musiała ciężko wypocić po porodzie. U mnie troszeczkę sytuacja była utrudniona bo od około 4 lat nie jadłam mięsa, szynek, kiełbasek etc. Nie nazwę się wegetarianką bo ja po prostu tego nie lubię, a nie walczę o przetrwanie zwierzątek. Postanowiłam się przełamać co do mięska, ale również w zdrowy sposób, robiąc to z myślą o tej małej fasolce w brzuszku. Początki były trudne, a każdy tydzień coraz trudniejszy. Do końca 6 miesiąca każdy dzień był dużym wyzwaniem. Ledwo zjedzone śniadanie, jazda samochodem, odwiedziny u znajomych, praca czy nawet trwanie posiłku kończyło się torsjami. Nigdy nie poczułam się w tym okresie pełna czy najedzona- po prostu nie zdążyłam. Odruch wymiotny był szybszy. Dochodziło nawet do takiego stanu, że nie wiedziałam co już mam jeść, aby fasolce dostarczyć witaminki. Był płacz i tygodniowe odwiedziny w szpitalu, aby zapewnić mi witaminki w kroplówkach. Do końca całego 6 miesiąca przytyłam 4 kg. Wymioty ustały ;) Teraz powolutku tyje. Zwracam uwagę nadal uwagę na to co jem i w jakich ilościach. Na dzień dzisiejszy będąc w 34 tygodniu w sumie przytyłam 8 kg ciężko było mi się oswoić z myślą, że jest mnie aż o 8 kg więcej ale halo! Jestem w ciąży ja rosnę:)! Co z ćwiczeniami w czasie ciąży? Musiałam odpuścić :( wymioty sprawiały, że byłam tym wszystkim bardzo zmęczona. Ale już tuż tuż porodu, a później wracamy na swoje tory :)!!!!


Pola przyjdzie na świat to zaczniemy razem ćwiczyć :)
OdpowiedzUsuń